Odwiedziny

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Gwałt...

      Witam wszystkich! Przepraszam, że tyle się nie odzywałem. Ostatnio dużo myślałem o swoim życiu itp. Gdyby nie LisaNthus nie wrócił bym tutaj. Przepraszam, bo nie śledziłem też innych blogów... Wszystko nadrobię moi drodzy.
     Lisa będzie teraz prowadzić tego bloga razem ze mną. Powstały nowe postacie i ona ma naprawdę wiele pomysłów.
     Notkę gwałt zaktualizowałem, bo zmieniłem scenariusz ;) Tamta notka i tak była tandetna a do tego nie pasowała do niczego ;) Zapraszam was do poprawionej ;)



     To było jakieś pół roku temu. Ja i moja dziewczyna Emily jak to często bywało bawiliśmy się właśnie w klubie. Stało się tam wtedy coś strasznego. Coś za co znienawidziłem ludzi. 
     Mam na imię Bastian i pragnę opowiedzieć wam moją historie. 
   

     Emily poznałem jakoś w sierpniu, mamy kwiecień więc gdyby nie to co się stało byłbym z nią już siedem miesięcy. Byłem miesiąc. 
     Ta szczupła i śliczna kobietka dorabiała sobie w knajpie do której ja i Nai chodziliśmy z rodzicami gdy byliśmy mali. W sierpniu byłem tam, ponieważ miałem się spotkać z Naiem. W końcu wprowadzał się do mojego miasta więc chciałem z grubsza pokazać mu jego okolicę. Okazało się jednak, że Nai nie przyjedzie, bo rodzice postanowili przeprowadzić się dopiero w marcu. Byłem wkurzony. 
     Emily dosiadła się do mnie i zaczęła poprawiać mi humor. Wyobrażacie sobie coś takiego? Obca kobieta dosiada się i poprawia ci humor. I to jeszcze taka ładniutka. 
     Tak się to właśnie zaczęło. Przychodziłem tak kiedy tylko mogłem przez kolejny miesiąc, później umawialiśmy się już poza knajpą. Mimo, że krótko się znaliśmy, to już w październiku byliśmy razem i to nie rozłączni. Oboje lubiliśmy chodzić po klubach więc i tak najczęściej spędzaliśmy czas. 
    Emily była dziewicą a ja nie miałem zamiaru jej tknąć, do momentu gdy sama pozwoli. 
    Szesnastego listopada poszliśmy do klubu jak zawsze. Poszedłem po coś do picia a Emily do toalety. Siedziałem przy tym pieprzonym barze około 40 minut. W końcu wkurwiony poszedłem do damskiego kibla. Drzwi były zablokowane. W końcu je wyłamałem, nie zważając na to, że ochrona idzie już w moją stronę. Gdy podeszli zdziwili się tak samo jak ja. Kibel był wielki, z dużymi lustrami i kilkoma kabinami. Na środku pomieszczenia moją kochana nagą Emily, próbującą krzyczeć zapinał od tyłu jakiś pierdolony, napakowany złamas, drugi typ wpychał jej chuja do gardła, a jakaś popierdolona dziwka miziała moją Emily po myszce i zabawiała się wibratorem. 
     W pierwszej chwili mnie i ochroniarzy po prostu zatkało, na szczęście trwało to tylko kilka sekund i zgodnie rzuciliśmy się na całe towarzystwo. 
     Policja zawinęła ich wszystkich, do Emily wezwano psychologa a mi, nie pozwolono się do niej zbliżać. Przez tydzień nie miałem wieści co się z nią dzieje myślałem, że zaraz oszaleje aż w końcu, pewnego dnia do moich drzwi zapukała jej matka. 
     - Chciałabym, abyś był na jej pogrzebie. - Powiedziała przez łzy, podając mi jakąś kartkę i zbiegła po schodach. 
     W pierwszej chwili nic do mnie nie dotarło, więc tylko zamknąłem drzwi i zacząłem czytać treść napisaną starannym pismem Emily. 
     " Drogi Bastianie.
     Nigdy nie chciałam abyś był nieszczęśliwy, więc błagam Cię, żebyś mimo tego co zrobiłam, żył tak jak żyjesz. Szczęśliwy. 

     Niestety nie potrafiłam się pogodzić z tym co wtedy się działo. Ja to wszystko widziałam w lustrze! Nie dość, że czułam Bastianie, to jeszcze widziałam! 
     Kocham Cię. Wiem, że pewnie Ciebie to boli, bo nigdy nie powiedziałam Ci tego w twarz, ale ja naprawdę nie mogę. Boję się z Tobą spotkać. Boję się wszystkiego. Żegnaj."
     Na pogrzebie dowiedziałem się, że Emily podcięła sobie żyły... 




     Mamy kwiecień i psycholog w końcu pozwolił mi chodzić normalnie do szkoły. Koniec z indywidualnymi! 
     Pogodziłem się z tym, co stało się z Emily. Cała trójka została skazana na karę śmierci przez gwałt ze szczególnym okrucieństwem, w dodatku nieletniej. Nie byłem na egzekucji. Nie chciałem. 



                                                                         ***
     Dzisiaj dostałem wiadomość od Bastiana, że w końcu się spotkamy! Po tym chorym weekendzie w kawiarni, przyda mi się w końcu normalne towarzystwo! Aż chce mi się kurwa iść do szkoły. Albo nie. Trzeba się zerwać... na kilka godzinek. Może dwa dni, w końcu starzy wyjeżdżają na tydzień więc co mi szkodzi? 
     Sięgnąłem po telefon żeby napisać SMS-a. 
     "Wpadasz dzisiaj do mnie?"
     " A szkoła?" - Odpisał po paru sekundach. 
     " Myślałem o wolnym :D"
     " Wybacz ale ja mam dość wolnego ;) Spotkajmy się przed szkołą, coś zajebistego porobi się dopiero po niej, ok?"

     "Egh..."
     Odłożyłem telefon i zacząłem szykować się do szkoły. Jak zawsze stanąłem przed swoim wielkim lustrem i w końcu jako, że już zakupiłem mundurek szkolny, przyjrzałem mu się podejrzliwie. 

     - Ty mała brzydka szmato. - Mruknąłem do brzydko wyciętych zielonych spodni. Mimo, że nie chciałem, koniec końców oczywiście je założyłem, wraz z białą koszulą i krawatem tego samego koloru co spodnie. Poprawiłem jeszcze włosy, umyłem zęby i chwilę pozowałem przed lustrem. Jestem boski.
     Sięgnąłem plecak i ruszyłem po schodach na dół. W kuchni dało się wyczuć niedawno zaparzoną kawę a to oznacza, że najprawdopodobniej złapie jeszcze mamę w domu. Zajrzałem do salonu i jak się okazało miałem szczęście. Mama tam była. 

     - Witam cię moja kochana rodzicielko. mam coś dla ciebie. - Cmoknąłem mamę w polik niczym pięciolatek. 
     - O no to ciekawe co mój przystojny syn wymyślił. - Uśmiechnęła się a w około jej oczu pokazało się kilka drobnych zmarszczek. 
     Nie wyglądała na starą, nie wyglądała też na czterdzieści trzy lata, najwyżej na trzydzieści. Blond włosy spadały jej falami na ramiona i sięgały gdzieś za łopatki a niebieskie oczy świeciły ciekawością i radością życia. Jak ona to robi? 
     - Nic wielkiego, po prostu masz tutaj na dodatkowe atrakcję, nie wiem może jakieś spa czy coś. - Podałem mamie coś koło trzech tysięcy. Przyjęła pieniądze z uśmiechem. 
     - Oj coś czuję, że to jednak będzie udany wyjazd. - Rozpromieniła się jeszcze bardziej. - Leć do szkoły, bo się spóźnisz.
     - Myhym. - Mruknąłem i ruszyłem w stronę wyjścia. 
     Ledwo wyszedłem za drzwi i dostałem lampą po oczach. Nagłówek jutrzejszej gazety? Nai Ooguma w szkolnym mundurku, wow! A teraz sikajmy wszyscy pod siebie, bo on jest taki boski... 
     - Panie Ooguma, czy może pan z nami chwilę porozmawiać? Chcieliśmy tylko zapytać dlaczego odrzucił pan rolę głównego bohatera w filmie tak wybitnego twórcy jakim jest pan Nashima? - Gościu z aparatem pomimo tego, że zgrabnie go wyminąłem, podbiegł do mnie razem z jakąś tiulową cipcią na wysokim obcasie i w kostiumie. Wytapetowaną a z tego co widzę, pod tapetą naprawdę brzydką. 
     - Ponieważ tak jak już powtarzałem wiele razy, jestem fotomodelem a nie aktorem. - I to dosłownie. Nie wiem jak to się dzieję, przed aparatem się nie peszę, przed wywiadami też nie, ale gdy w dzieciństwie moi rodzice zapisali mnie na kółko aktorskie, na którym bardzo często nagrywaliśmy ja po prostu się wstydziłem. - A teraz dajcie mi łaskawie pójść do... kurwa! 
     Paul właśnie ze swoim suzuki w magiczny sposób pojawili się u mnie przed domem. 
     - Wsiadaj - Warknął w moją stronę. Zauważyłem, że nie miał dzisiaj na sobie mundurka tylko czarne bojówki, luźną czarną bluzę i desanty. 
     - Narka. - Mruknąłem do dziennikarzy i wskoczyłem na siedzenie za Paulem. Ruszył z piskiem opon więc musiałem go mocno objąć, żeby nie spaść. 
     - Coś nie tak? - Krzyknąłem na co Paul dodał gazu.
     Nie jechaliśmy w stronę szkoły, wręcz przeciwnie, z tego co widzę jedziemy w zupełnie inną stronę. 

     - Gdzie jedziemy? - Krzyknąłem znowu.
     - Trzeba było pytać zanim wsiadłaś księżniczko. - Warknął wyraźnie wkurzony, więc się zamknąłem. 

niedziela, 28 grudnia 2014

Paul

     To naprawdę bardzo dziwne życie, kiedy wiesz, że jesteś kurwa obserwowany na każdym kroku, pomyślałem patrząc w okno wprost na jakiegoś zjebanego dziennikarza. Postarałem się go zignorować. Stanąłem przed wielkim lustrem i poprawiłem włosy, które i tak niestety żyją własnym życiem. Zawsze cieszyłem się, że jestem blondynem, dzięki temu przynajmniej nie widać w świetle, że aż tyle ich ostaje. Niestety, bez moich stylistek nie umiem sobie poradzić z tym problemem, więc jak zawsze po prostu sięgnąłem po trochę żelu, wtarłem go we włosy i  lekko je poczochrałem.
     Spojrzałem na zegarek, za chwilę muszę się zbierać. Kocham weekendy, tyle można zrobić. Dziś umówiłem się w jakiejś kawiarni z Samuelem i Shu, chciało też wpaść kilka dziewczyn, ale zgrabnie się od tego wymigaliśmy. To dopiero drugi tydzień w nowej szkole a już traktują mnie jak jakieś bóg wie co, wszędzie słychać tylko piski typu "on jest boski", "chcę, żeby kiedyś mnie zauważył" i inne takie. Nie powiem, że mi nie zależy na tych komentarzach, ale momentami jest to serio uciążliwe, tym bardziej gdy zaczyna tak gadać nasz seksowna, cycata, blond nauczycielka. Poprawiłem jeszcze moją białą koszulkę i wciągnąłem na siebie cienki zielony sweter w serek. 

     Gdy wyszedłem w końcu z domu poczułem na skórze leciutki ciepły wiaterek. No i czuje się wiosnę! Ruszyłem przed siebie w stronę bardziej znanych i częściej uczęszczanych ulic. Słońce świeciło wysoko na niebie, ptaszki sobie ćwierkały i wszystko było zajebiście, wszystko poza tym, że koło mnie właśnie na czarnym suzuki zatrzymał się nie kto inny jak, Paul. Wspominałem już, że mnie gnojek przeprosił? Pewnie mu Shu kazał, ale jaką ja wtedy miałem uciechę! 
     - Witam szanowny ćwoku. - Zaczął, oczywiście chamsko no, bo w końcu Shu obok nie było.
     - Ah, witaj pieprzony gnojku. - Odparłem tak jakby nigdy nic i ruszyłem dalej przed siebie.
     - Oh! To gnojku ci się udało! - Krzyknął za mną. - Słuchaj, nie podrzucić cię może? - Złapał mnie za łokieć, żeby mnie zatrzymać. Po całym ciele przeszły mi dreszcze, boże czy ja się go serio boję?
     - A skąd taka propozycja? 
     - I tak tam jadę. Shu nie wspomniał? - Wykrzywił usta w coś co chyba miało być uśmiechem. Widocznie nie podobał mu się pomysł spędzenia z nami dnia.
     - Hm, skoro proponuje, to po co nogi marnować. - Mruknąłem do siebie a  na głos odpowiedziałem. - Dobra jadę z Tobą. 
     - Tam masz kask.- Wskazał mi na coś, co wyglądało na jakiś mini bagażnik czy coś. Wyciągnąłem kask i usiadłem za Paulem. - Wiesz, że musisz się mnie trzymać? Oczywiście jeśli te twoje grabki są za słabe z powodu braku mięśni, możesz mnie objąć, co mi tam, znaj moją łaskę.
     Przekląłem go w myślach za jego debilny pomysł, niestety gdy tylko ruszyliśmy, wyszło na to, że oczywiście musiałem go objąć, bo bym się zjebał. Jazda w sumie była naprawdę gładka, trzeba przyznać, Paul jest dobrym kierowcą. A co do kierowcy zastanawiam się właśnie czy on aby przypadkiem nie jest za młody na jazdę motorem? 
     - Jesteśmy. - Oznajmił hamując. - No chyba, że chcesz jechać dalej, księżniczko. - Zadrwił. 
     Zdjąłem ten przeklęty kask i zeskoczyłem z motoru, widziałem jak przez szybę kawiarni Shu bacznie się nam przeglądał. Mam nadzieje, że nic sobie nie pomyślał, bo ja jestem kurwa hetero! 
     - Jak twoją orientacje znosi twój ociec? - Spytałem głupio za co zaraz opieprzyłem się w myślach. 
     - Mój ojciec uważa, że ma syna popierdoleńca, dlatego ja jeszcze nie wyjawiłem mu, że wole mężczyzn. 
     - Syna popierdoleńca? 
     - Samuel. - Odpowiedział krótko. 
     - Co z nim nie tak? 
     - Nic, po prostu ma wszystkich i wszystko w dupie, nie robi nic męskiego, zdaniem ojca i oczywiście jest cichy. Przeważnie. 
     Ruszyliśmy w stronę kawiarni. Samuel i Shu, gdy tylko do niej weszliśmy pomachali nam na przywitanie. Dosiedliśmy się więc grzecznie do nich, Paul oczywiście usiadł koło Shu a ja koło Samuela, zamówiliśmy po kawie i zaczęła się jakaś głupia gadka o wszystkim i o niczym. Cały czas łapałem Paula na tym, że mi się przygląda, kilka razy nawet Shu pyrgnął go lekko i wtedy tak jakby nigdy nic Paul nazywał mnie "pizdusiem". Tak ten dzień był wspaniały. Jeszcze wspanialszy był wtedy, gdy w końcu wyszliśmy z tej kawiarni i zostałem sam z Shu. 
     - Czy ty jesteś gejem?- Spytał prosto z mostu. 
     - C-co?- Zdziwiłem się cholernie i prawie, że zakrztusiłem się śliną. 
     - Czy jesteś gejem pytałem. - Spojrzał na mnie jak na kretyna. - Mam ci to przeliterować? G-E-J-E-M?
     - Nie! - Odparłem szybko, chyba nawet za szybko, bo Shu dziwnie mi się przyjrzał. 
     - Ok. Bo widzisz, mi i Paulowi ostatnio się nie układa i czuję, że on chyba szuka nowej zabawki. 
     - Zabawki? - Powtórzyłem za nim.
     - Zabawki. On w związku jest tylko po to, żeby się pieprzyć. 
     - To nie ciekawie, ale kurwa co to czy jestem gejem ma z tym wspólnego? 
     - Otóż to, że ostatnim razem jak się komuś tak przyglądał to mnie dla tej osoby zostawił. Znaczy widzisz, ja i tak mam to gdzieś, bo w sumie też jakoś nie koniecznie traktuję go poważnie, więc dlatego pytam, chcesz to ci go oddam i tyle. - Zakończy. Jego wyznanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Co ja mam mu na takie coś odpowiedzieć? Jestem fotomodelem, dobrze się ubieram, ale to kurwa nie oznacza, że wole mężczyzn. Czy oznacza? Pokręciłem szybko głową. Na pewno nie!
     - Wiesz Shu, jak już zostanę gejem, będziesz pierwszym który się o tym dowie. 



***
     (Mały wyjątek, napiszę teraz z punktu widzenie Paula.)
     Usłyszałem dzwonek do drzwi, nikogo nie było w domu i dzisiaj już nie będzie, więc zwlokłem się z łóżka i otworzyłem. Shu. Przepuściłem go w drzwiach po czym je zamknąłem. 
     - Czego chcesz? - Spytałem. 
     - Zabawić się. - Odparł tylko i zaczął zdejmować buty. 
     - Teraz? Tak nagle? - Spytałem troszeczkę zdziwiony. 
     - Po to w końcu razem jesteśmy. - Te słowa lekko mnie zabolały. Niestety, ale tak właśnie białowłosy mnie traktował. Jak dodatek do życia i nic więcej. Czy to dziwne, że zacząłem z nim być, bo mnie zauroczył i miałem nadzieję, na coś więcej a później dałem się tak traktować? 
     - Chodź. Co mi tak, przelecę cię i wyjdziesz, ok?
     - Na nic innego nie liczę, na nic innego nie mam ochoty. - Odparł tylko i wpił się w moje usta. 
     Już nawet nie przechodziły mnie dreszcze tak jak kiedyś, ale oddałem pocałunek i zacząłem zdejmować jego bluzę. Był tak bosko ciepły i w dodatku pachniał oszałamiająco. Poczułem jak zaczął błądzić rękoma po moim ciele, wsunął ręce pod moją koszulkę i zaczął bawić się sutkami.
      Nie wiem kiedy, ale przeszliśmy do mojego pokoju i wylądowaliśmy na łóżku. Szybko przerzuciłem go pod siebie i zdjąłem mu koszulkę. Pocałowałem go lekko w ucho, po czym zacząłem zjeżdżać pocałunkami coraz niżej, zatrzymałem się za sutkach i zacząłem je lekko ssać, podgryzać i lizać. 
     - Niżej Paul, niżej. - Poprosił. 
     - Hmmm.
     Na jego prośbę zjechałem jeszcze niżej i przejechałem językiem po jego podbrzuszu. Poczułem, że przeszedł go dreszcz. Przejechałem dłonią po jego członku i zacząłem go lekko masować przez spodnie, chwilę poddał się tej pieszczocie, po czym złapał mnie za włosy, pociągnął w górę i zaczął całować. Zdjął ze mnie moje spodenki razem z bokserkami i bez żadnego ostrzeżenia pchnął mnie na łóżko, zaraz po tym nachylił się nade mną i przejechał językiem po całej długości mojego stojącego już przyjaciela. Nie wiem czemu, ale przerwał na chwilę i spojrzał na mnie. 
     - Nooo?
     - Powiedz mi co mam robić. 
     - Nie chrzań tylko weź się do roboty. 
     Wykrzywił twarz w dziwnym grymasie, ale po chwili wziął mojego członka do buzi i zaczął ssać zachłannie. Wygiąłem się w łuk i kompletnie oddałem się tej pieszczocie. Kto jak kto, ale Shu zna się na rzeczy. Przerwał w momencie gdy już czułem, że może być mi serio fajnie i wypiął się. 
     - Weź mnie Paul.
     Nie musiał mnie dłużej zachęcać, już po chwili usłyszałem jago stłumione jęknięcie, gdy w niego wchodziłem. Bez ostrzeżenia zacząłem go ostro rżnąć. Tak, właśnie na to miałem dziś ochotę. Shu jęczał i krzyczał na przemian, wiedziałem, że go to nie boli, wiedziałem, że jest mu tak cholernie dobrze, że zaraz oczywiście upierdoli mi łóżko nasieniem. Pchnąłem jeszcze kilka razy i tak jak się spodziewałem, Shu spuścił mi się na prześcieradło. Trudno muszę pamiętać, żeby wrzucić je do prania. Teraz już mój kochanek był prawie jak kłoda, tylko czasami pojękiwał i czekał aż dojdę, na co oczywiście długo czekać nie trzeba było. 
     Opadłem na łóżko obok niego. Chciałem go przytulić, ale się odsunął i zaczął ubierać. 
     - To koniec Paul. - Oznajmił szybko. Zamurowało mnie. 
     - C-co? 
     - No nie udawaj, że cię to rusza. Przecież wiesz, że dobrze jest nam razem tylko w łóżku a już nawet to robi się nudne. 
     - A rób co chcesz. -  Przykryłem się kołdrą. - Tylko jak będziesz wychodził to zostaw mi numer do Naia i zamknij drzwi. - Oj tak, chciałem go wkurwić. Nie, nie ruszyło mnie rozstanie, bardziej to kiedy i jak to zrobił. Widziałem tylko jeszcze, że krzywo się uśmiechnął i zasnąłem. 


Nie wiem czy podoba wam się takie zakończenie, ale od początku planowałem, że związek Shu i Paula to tak naprawdę będzie jedna wielka ruina. W sumie notka jest dla mojej pierwszej czytelniczki Teki Datenshi. Pozdrawiam, Seimei.

Poprawa tekstów

     Witam!
     Nie do końca wiem, jak mam się z a to zabrać, więc piszę o tym tutaj. Szukam kogoś, komu mógłbym powierzyć sprawdzanie błędów gramatycznych w moim opowiadaniu. Niestety mam bardzo duży problem z gramatyką. Czy jest ktoś może zainteresowany? Albo może ktoś wie gdzie powinienem się zgłosić? Bardzo bym prosił o odpowiedzi w komentarzach ;) Gorące pozdrowienia śle wam Seimei.

czwartek, 25 grudnia 2014

To on!

     - Aaaaa! Dziewczyny on tu idzie! Idzie tu!- Krzyczała na korytarzu jakaś rudowłosa w okularach i paskudnej zielonej spódnicy do kolan. Kilka ładniejszych dziewczyn już zebrało się w koło i patrzyły jak dumnie krocze korytarzem. Zaraz wejdę do klasy a wtedy to już w ogóle będzie totalna porażka, te wszystkie żyjące złudzeniami panny zaczną sikać w majty i piszczeć. Beznadzieja, nienawidzę tego. 
     - Nai!- Gdzieś z przodu wołał mnie jakiś chłopak, mniej więcej też siedemnaście lat, czarne włosy i oczywiście tak jak i cała reszta, zielone spodnie i biała koszula. Popatrzył na mnie takim niby znudzonym wzrokiem i zamachał. Próbowałem sobie przypomnieć czy go znam i po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że to przecież ten typek który ma mnie oprowadzić po szkole i mieście. Jak on się tam nazywał? Nie ważne. 
     - Ty masz mnie oprowadzać?
     - Ehm,tak ja. - Odpowiedział i jego twarz zaraz po tych wypowiedzianych słowach zmieniła się w kamień. Konkretnie inaczej się tego opisać nie da. Taka powaga, że masakra. To chyba nawet ja mam w porównaniu do niego jakieś emocje.- Samuel.- Wyciągnął do mnie rękę.
     - Nai.- Odpowiedziałem tylko i bez słowa ruszyłem za nim, widać, że on też rozmowny nie jest, bo gdy tylko doszliśmy do właściwej klasy po prostu oznajmił mi, że to tu i poszedł na swoje miejsce. Na szczęście po jakiś dwóch minutach nauczycielka zawołała mnie do klasy. 
     - To jest nasz nowy uczeń, Nai Ooguma.- Nauczycielka, wysoka, szczupła i w dodatku cycata, blond piękność wskazała na mnie dłonią.- Powiedz coś o sobie.
     - Jestem Nai, mam siedemnaście lat. Interesuję się ładnymi dziewczynami aktorstwem i jestem fotomodelem.- Rozejrzałem się po klasie, oczywiście już słychać było coraz to żywsze szepty.- Mogę już usiąść proszę pani? 
     - Ah, tak. Usiądź koło Shu.- Wskazała mi miejsce ręką mimo, że w klasie było tylko jedno wolne, co za idiotka. A co do tego całego Shu, szybko okazał się naprawdę spoko gościem z dziwnymi upodobaniami farbowania włosów na biało. 




     - Jak to jest Nai, że w sumie stoisz tylko chwilę, jakiś ktoś tam zrobi Ci zdjęcie a dziewczyny zaraz piszczą i są twoje, co?- Shu usiadł na drewnianym stole na placu przed szkołą i patrzył teraz na mnie wyczekując odpowiedzi. 

     - Nie wiem, pewnie jestem po prostu mega boski i przystojny.- Odparłem lekko uśmiechając się. 
     - I skromny.- Wtrącił Samuel, który jak się okazało jest dość małomównym przyjacielem Shu. 
     - Ej twój brat nie ma teraz przypadkiem w-fu?
     -Po pierwsze, to nie jest mój brat tylko jakiś debil który zawalił rok i nosi to samo nazwisko a po drugie, owszem ma.- Samuel poszukał wzrokiem brata.- Tam jest.- Wskazał palcem na jakiegoś cholernie wysokiego bruneta.- Widzicie?
     Dostałem piłką w głowę. Tak, właśnie tak, te nie umiejące grać skurwiele przeprowadziły pewnie zaplanowany zamach. 
     - Byście się może kurwa łajzy nauczyły grać?- Krzyknąłem w ich stronę. I nie zgadniecie kto mi odpowiedział a no oczywiście, że zmierzający w naszą stronę brat Samuela. 
     - Jestem ciekaw czy ty jesteś taki dobry foto pizdusiu.- Wykrzywił usta w jakimś grymasie, który chyba miał być uśmiechem. 
     - Słuchaj no ty popaprańcu...
     - Spokój! Paul, Nai. Rozejdźcie się i dajcie mi kurwa spokój, bo mnie łeb zaczyna nakurwiać.- Wtrącił się Shu. 
     - No Shu widzę, że co do towarzystwa to schodzisz na psy.- Spojrzał na niego z czymś takim dziwnym w oczach, trochę jak zazdrość? 
     - Całe popołudnia spędzam z tobą. Serio schodzę na psy co do towarzystwa?- Spytał z triumfalnym uśmieszkiem. Paul spojrzał na mnie od góry do dołu. 
     - Do po szkole.- Stwierdził tylko i wrócił w stronę boiska. Nie wiem tylko czy mówił do mnie czy do Shu i Samuela. Coś mi się wydaje, że dostanę wpierdol. 



     Wychodząc ze szkoły zauważyłem Samuela. Spojrzał na jakiś motor z przodu, siedział na nim ten cały Paul i... Shu? 

     -Co tu się kurwa dzieje?- Podbiegłem do Sama i pytając klepnąłem go w prawe ramię, lekko się wzdrygnął. 
     - Jak to co?- Popatrzył na mnie jak na jakiegoś niewyedukowanego debila.
     - Oni serio się razem trzymają? - Spytałem, jakoś trudno mi było w to uwierzyć. Samuel zaczął się śmiać.- Co jest? Powiedziałem coś śmiesznego? Najpierw Shu mówił do niego sarkastycznie a teraz z nim jedzie więc pytam. po prostu. 
     - On nic ci nie powiedział?
     - Nie, a co miał mi powiedzieć? 
     - Nai, przyszykuj się psychicznie na szok.- Popatrzył na mnie tak jakby coś oceniał, chyba się zastanawiał czy może mi to powiedzieć.- Nai, mój brat i Shu są ze sobą od ponad roku. 
     Padłem. Chciało mi się śmiać i płakać. Kurwa, zadaję się z gejem i jego tolerującym to kumplem i w dodatku chłopak tego geja jest chyba na mnie cięty. Stanąłem przy jakimś tam domu i zacząłem nawalać głową w mur stojący obok. 
     - Już, już. Nie spinaj się tak. Cóż w naszym kraju toleruje się homoseksualizm więc to chyba oczywiste, że poznasz i takich ludzi. 
     Nie wytrzymałem, zacząłem się śmiać na całego. 



     Dzięki, że dotrwaliście. Sorry, że krótko ale to tylko taki wstęp ;) Zapraszam do dalszych części które będę się starał dodawać w miarę regularnie. Następna notka pewnie jakoś w okolicach Sylwestra.

      Właśnie! Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku!

Ohayo.!

     Chciałem was serdecznie powitać na moim nowym blogu. Przyznam szczerze, że pierwszy raz w tej tematyce więc i nie wiem czy się w niej odnajdę i czy to wszystko ogarnę. 
     Bloga założyłem głównie dzięki mojej przyjaciółce, ona dała mi pomysł na tematykę, początkowo się zdziwiłem i pomyślałem, że to beznadzieja później jednak przemyślałem sprawę i doszedłem do wniosku, że czemu nie? Jest to coś nowego a wszystkiego warto spróbować ;) 
     Nie, nie jestem gejem, jeśli ktoś się już zastanawia ;) Dlatego też nie wiem jak sobie poradzę w takiej tematyce. Pisałem kiedyś o lesbijkach ale to akurat była pestka ;)Zobaczymy jak to mi pójdzie ;) 
     Pierwsza notka ukarze się... Zobaczymy, zacznę ją zaraz pisać więc pewnie skończę za jakieś dwie godziny, wiem daje sobie dużo czasu na napisanie jednej notki, ale serio boję się tego, bo muszę wszystko dokładnie wymyślić itp. więc takie pisanie bez wcześniejszego planu może być trudne. 
     Zapraszam, oceniajcie, komentujcie, krytykujcie, zapraszajcie znajomych ;)