Odwiedziny

niedziela, 28 grudnia 2014

Paul

     To naprawdę bardzo dziwne życie, kiedy wiesz, że jesteś kurwa obserwowany na każdym kroku, pomyślałem patrząc w okno wprost na jakiegoś zjebanego dziennikarza. Postarałem się go zignorować. Stanąłem przed wielkim lustrem i poprawiłem włosy, które i tak niestety żyją własnym życiem. Zawsze cieszyłem się, że jestem blondynem, dzięki temu przynajmniej nie widać w świetle, że aż tyle ich ostaje. Niestety, bez moich stylistek nie umiem sobie poradzić z tym problemem, więc jak zawsze po prostu sięgnąłem po trochę żelu, wtarłem go we włosy i  lekko je poczochrałem.
     Spojrzałem na zegarek, za chwilę muszę się zbierać. Kocham weekendy, tyle można zrobić. Dziś umówiłem się w jakiejś kawiarni z Samuelem i Shu, chciało też wpaść kilka dziewczyn, ale zgrabnie się od tego wymigaliśmy. To dopiero drugi tydzień w nowej szkole a już traktują mnie jak jakieś bóg wie co, wszędzie słychać tylko piski typu "on jest boski", "chcę, żeby kiedyś mnie zauważył" i inne takie. Nie powiem, że mi nie zależy na tych komentarzach, ale momentami jest to serio uciążliwe, tym bardziej gdy zaczyna tak gadać nasz seksowna, cycata, blond nauczycielka. Poprawiłem jeszcze moją białą koszulkę i wciągnąłem na siebie cienki zielony sweter w serek. 

     Gdy wyszedłem w końcu z domu poczułem na skórze leciutki ciepły wiaterek. No i czuje się wiosnę! Ruszyłem przed siebie w stronę bardziej znanych i częściej uczęszczanych ulic. Słońce świeciło wysoko na niebie, ptaszki sobie ćwierkały i wszystko było zajebiście, wszystko poza tym, że koło mnie właśnie na czarnym suzuki zatrzymał się nie kto inny jak, Paul. Wspominałem już, że mnie gnojek przeprosił? Pewnie mu Shu kazał, ale jaką ja wtedy miałem uciechę! 
     - Witam szanowny ćwoku. - Zaczął, oczywiście chamsko no, bo w końcu Shu obok nie było.
     - Ah, witaj pieprzony gnojku. - Odparłem tak jakby nigdy nic i ruszyłem dalej przed siebie.
     - Oh! To gnojku ci się udało! - Krzyknął za mną. - Słuchaj, nie podrzucić cię może? - Złapał mnie za łokieć, żeby mnie zatrzymać. Po całym ciele przeszły mi dreszcze, boże czy ja się go serio boję?
     - A skąd taka propozycja? 
     - I tak tam jadę. Shu nie wspomniał? - Wykrzywił usta w coś co chyba miało być uśmiechem. Widocznie nie podobał mu się pomysł spędzenia z nami dnia.
     - Hm, skoro proponuje, to po co nogi marnować. - Mruknąłem do siebie a  na głos odpowiedziałem. - Dobra jadę z Tobą. 
     - Tam masz kask.- Wskazał mi na coś, co wyglądało na jakiś mini bagażnik czy coś. Wyciągnąłem kask i usiadłem za Paulem. - Wiesz, że musisz się mnie trzymać? Oczywiście jeśli te twoje grabki są za słabe z powodu braku mięśni, możesz mnie objąć, co mi tam, znaj moją łaskę.
     Przekląłem go w myślach za jego debilny pomysł, niestety gdy tylko ruszyliśmy, wyszło na to, że oczywiście musiałem go objąć, bo bym się zjebał. Jazda w sumie była naprawdę gładka, trzeba przyznać, Paul jest dobrym kierowcą. A co do kierowcy zastanawiam się właśnie czy on aby przypadkiem nie jest za młody na jazdę motorem? 
     - Jesteśmy. - Oznajmił hamując. - No chyba, że chcesz jechać dalej, księżniczko. - Zadrwił. 
     Zdjąłem ten przeklęty kask i zeskoczyłem z motoru, widziałem jak przez szybę kawiarni Shu bacznie się nam przeglądał. Mam nadzieje, że nic sobie nie pomyślał, bo ja jestem kurwa hetero! 
     - Jak twoją orientacje znosi twój ociec? - Spytałem głupio za co zaraz opieprzyłem się w myślach. 
     - Mój ojciec uważa, że ma syna popierdoleńca, dlatego ja jeszcze nie wyjawiłem mu, że wole mężczyzn. 
     - Syna popierdoleńca? 
     - Samuel. - Odpowiedział krótko. 
     - Co z nim nie tak? 
     - Nic, po prostu ma wszystkich i wszystko w dupie, nie robi nic męskiego, zdaniem ojca i oczywiście jest cichy. Przeważnie. 
     Ruszyliśmy w stronę kawiarni. Samuel i Shu, gdy tylko do niej weszliśmy pomachali nam na przywitanie. Dosiedliśmy się więc grzecznie do nich, Paul oczywiście usiadł koło Shu a ja koło Samuela, zamówiliśmy po kawie i zaczęła się jakaś głupia gadka o wszystkim i o niczym. Cały czas łapałem Paula na tym, że mi się przygląda, kilka razy nawet Shu pyrgnął go lekko i wtedy tak jakby nigdy nic Paul nazywał mnie "pizdusiem". Tak ten dzień był wspaniały. Jeszcze wspanialszy był wtedy, gdy w końcu wyszliśmy z tej kawiarni i zostałem sam z Shu. 
     - Czy ty jesteś gejem?- Spytał prosto z mostu. 
     - C-co?- Zdziwiłem się cholernie i prawie, że zakrztusiłem się śliną. 
     - Czy jesteś gejem pytałem. - Spojrzał na mnie jak na kretyna. - Mam ci to przeliterować? G-E-J-E-M?
     - Nie! - Odparłem szybko, chyba nawet za szybko, bo Shu dziwnie mi się przyjrzał. 
     - Ok. Bo widzisz, mi i Paulowi ostatnio się nie układa i czuję, że on chyba szuka nowej zabawki. 
     - Zabawki? - Powtórzyłem za nim.
     - Zabawki. On w związku jest tylko po to, żeby się pieprzyć. 
     - To nie ciekawie, ale kurwa co to czy jestem gejem ma z tym wspólnego? 
     - Otóż to, że ostatnim razem jak się komuś tak przyglądał to mnie dla tej osoby zostawił. Znaczy widzisz, ja i tak mam to gdzieś, bo w sumie też jakoś nie koniecznie traktuję go poważnie, więc dlatego pytam, chcesz to ci go oddam i tyle. - Zakończy. Jego wyznanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Co ja mam mu na takie coś odpowiedzieć? Jestem fotomodelem, dobrze się ubieram, ale to kurwa nie oznacza, że wole mężczyzn. Czy oznacza? Pokręciłem szybko głową. Na pewno nie!
     - Wiesz Shu, jak już zostanę gejem, będziesz pierwszym który się o tym dowie. 



***
     (Mały wyjątek, napiszę teraz z punktu widzenie Paula.)
     Usłyszałem dzwonek do drzwi, nikogo nie było w domu i dzisiaj już nie będzie, więc zwlokłem się z łóżka i otworzyłem. Shu. Przepuściłem go w drzwiach po czym je zamknąłem. 
     - Czego chcesz? - Spytałem. 
     - Zabawić się. - Odparł tylko i zaczął zdejmować buty. 
     - Teraz? Tak nagle? - Spytałem troszeczkę zdziwiony. 
     - Po to w końcu razem jesteśmy. - Te słowa lekko mnie zabolały. Niestety, ale tak właśnie białowłosy mnie traktował. Jak dodatek do życia i nic więcej. Czy to dziwne, że zacząłem z nim być, bo mnie zauroczył i miałem nadzieję, na coś więcej a później dałem się tak traktować? 
     - Chodź. Co mi tak, przelecę cię i wyjdziesz, ok?
     - Na nic innego nie liczę, na nic innego nie mam ochoty. - Odparł tylko i wpił się w moje usta. 
     Już nawet nie przechodziły mnie dreszcze tak jak kiedyś, ale oddałem pocałunek i zacząłem zdejmować jego bluzę. Był tak bosko ciepły i w dodatku pachniał oszałamiająco. Poczułem jak zaczął błądzić rękoma po moim ciele, wsunął ręce pod moją koszulkę i zaczął bawić się sutkami.
      Nie wiem kiedy, ale przeszliśmy do mojego pokoju i wylądowaliśmy na łóżku. Szybko przerzuciłem go pod siebie i zdjąłem mu koszulkę. Pocałowałem go lekko w ucho, po czym zacząłem zjeżdżać pocałunkami coraz niżej, zatrzymałem się za sutkach i zacząłem je lekko ssać, podgryzać i lizać. 
     - Niżej Paul, niżej. - Poprosił. 
     - Hmmm.
     Na jego prośbę zjechałem jeszcze niżej i przejechałem językiem po jego podbrzuszu. Poczułem, że przeszedł go dreszcz. Przejechałem dłonią po jego członku i zacząłem go lekko masować przez spodnie, chwilę poddał się tej pieszczocie, po czym złapał mnie za włosy, pociągnął w górę i zaczął całować. Zdjął ze mnie moje spodenki razem z bokserkami i bez żadnego ostrzeżenia pchnął mnie na łóżko, zaraz po tym nachylił się nade mną i przejechał językiem po całej długości mojego stojącego już przyjaciela. Nie wiem czemu, ale przerwał na chwilę i spojrzał na mnie. 
     - Nooo?
     - Powiedz mi co mam robić. 
     - Nie chrzań tylko weź się do roboty. 
     Wykrzywił twarz w dziwnym grymasie, ale po chwili wziął mojego członka do buzi i zaczął ssać zachłannie. Wygiąłem się w łuk i kompletnie oddałem się tej pieszczocie. Kto jak kto, ale Shu zna się na rzeczy. Przerwał w momencie gdy już czułem, że może być mi serio fajnie i wypiął się. 
     - Weź mnie Paul.
     Nie musiał mnie dłużej zachęcać, już po chwili usłyszałem jago stłumione jęknięcie, gdy w niego wchodziłem. Bez ostrzeżenia zacząłem go ostro rżnąć. Tak, właśnie na to miałem dziś ochotę. Shu jęczał i krzyczał na przemian, wiedziałem, że go to nie boli, wiedziałem, że jest mu tak cholernie dobrze, że zaraz oczywiście upierdoli mi łóżko nasieniem. Pchnąłem jeszcze kilka razy i tak jak się spodziewałem, Shu spuścił mi się na prześcieradło. Trudno muszę pamiętać, żeby wrzucić je do prania. Teraz już mój kochanek był prawie jak kłoda, tylko czasami pojękiwał i czekał aż dojdę, na co oczywiście długo czekać nie trzeba było. 
     Opadłem na łóżko obok niego. Chciałem go przytulić, ale się odsunął i zaczął ubierać. 
     - To koniec Paul. - Oznajmił szybko. Zamurowało mnie. 
     - C-co? 
     - No nie udawaj, że cię to rusza. Przecież wiesz, że dobrze jest nam razem tylko w łóżku a już nawet to robi się nudne. 
     - A rób co chcesz. -  Przykryłem się kołdrą. - Tylko jak będziesz wychodził to zostaw mi numer do Naia i zamknij drzwi. - Oj tak, chciałem go wkurwić. Nie, nie ruszyło mnie rozstanie, bardziej to kiedy i jak to zrobił. Widziałem tylko jeszcze, że krzywo się uśmiechnął i zasnąłem. 


Nie wiem czy podoba wam się takie zakończenie, ale od początku planowałem, że związek Shu i Paula to tak naprawdę będzie jedna wielka ruina. W sumie notka jest dla mojej pierwszej czytelniczki Teki Datenshi. Pozdrawiam, Seimei.

2 komentarze:

  1. /Wpadając poinformować, zobaczyłam, że nowy rozdział :D Zaglądnę do niego jutro, dzisiaj jeszcze trochę zamieszania :P
    Informuję więc o nowym rozdziale, zapraszam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie jest już kolejna notka ;) Emmm. Co do Twojego opowiadania, to szczerze bardziej podobała mi się pierwsza część, ale pracuj ;) Staraj się i na pewno dasz raadę ;)

    OdpowiedzUsuń